Tagi

, , , , , , , , , , ,

Obrazek

Patrząc na walentynkowe kartki i pudełka czekoladek w kształcie serca Claire Middleton lekko się uśmiecha. Tylko nie pomyślcie sobie, że jest zakochana. Dla tej 27-letniej Angielki luty jest bardzo dochodowym miesiącem. To wtedy zarabia tysiące funtów wypróbowując wierność cudzych mężów i narzeczonych.

Obrazek

– Dzień świętego Walentego, najbardziej romantyczna data w roku sprawia, że kobiety chcą poznać całą prawdę – mówi Claire. – To smutny znak naszych czasów, ale w tygodniu poprzedzającym Walentynki dostaję najwięcej zleceń. W tym roku w okolicach 14 lutego miałam zajęte wszystkie wieczory i zdołałam upolować aż czterech niewiernych mężczyzn. Wśród klientów mam zazdrosne żony i dziewczyny, ale także zamartwiających się rodziców i dziadków. Testowanie wierności cudzych partnerów z pewnością nie jest zajęciem romantycznym, ale niewątpliwie popyt na nie rośnie.

Pochodząca z Brixton w Południowym Londynie Claire na co dzień wykonuje prace biurowe. Swój drugi zawód uprawia wieczorami, na pół etatu. Pomysł na taką działalność powzięła rok temu, gdy sama rozstała się ze swoim narzeczonym w dość nieprzyjemnych okolicznościach. To wtedy postanowiła pomagać innym kobietom, które nieopatrznie związały się z wiarołomcami.

Od tego czasu wytropiła już ponad 30 niewiernych mężczyzn. Jej stawka za jeden „cel” waha się w granicach od 500 do 1500 funtów – w zależności od czasu, jakiego wymaga pojedynczy przypadek. Nic dziwnego, że przy tak dużym zainteresowaniu jej usługami Claire zarabia kokosy.

– Testowanie wierności nie ogranicza się do wieczornego wypadu do baru i wyrywaniu mężczyzn – uściśla panna Middleton. – Wymaga długich tygodni obserwowania i analizy materiałów. Muszę zrozumieć sposób myślenia mojego „celu”, dowiedzieć się, co mu się podoba. Dopiero wtedy mam narzędzia, by zapędzić go w pułapkę. Przeszłam szkolenie w zakresie prowadzenia śledztwa, w swej pracy wykorzystuję nowoczesny sprzęt. Wykonuję zajęcie wymagające wysokich kwalifikacji. Nic dziwnego, że zarobiłam już przynajmniej 40 tys. funtów.

Jako usprawiedliwienie podaje: – Sama doświadczyłam zdrady, straciłam pewność siebie. Wydawało mi się, że jestem zerem, przestałam wychodzić z domu. Niewierność bardzo boli i kobiety mają prawo wiedzieć, czy osoby, w które zainwestowały uczucia, są tego warte. Nie chcę przez to powiedzieć, że nienawidzę mężczyzn i wykonując tę pracę chcę się zemścić za osobiście doznaną krzywdę. Jestem zdania, że nikt nie ma prawa oszukiwać drugiego człowieka: kobiety czy też mężczyzny.

Potencjał Claire wynika między innymi z jej przesympatycznego wyglądu. – Nie jestem typem blondyny z obfitym biustem, o której można by pomyśleć, że jest zawodową uwodzicielką – stwierdza. – Takie kobiety wpływają na mężczyzn onieśmielająco i nie poradziłyby sobie w tym biznesie. Lepiej wyglądać tak jak ja, osoba mniej rzucająca się w oczy. Mogę się wystroić i wyglądać sexy, ale na co dzień wydaję się zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa.

Mężczyźni nie chcą czuć się przy kobiecie onieśmieleni. Wolą być górą, uważać się za pewnych siebie i atrakcyjnych. Za sprawą świętego Walentego luty stał się miesiącem poważnych decyzji: o założeniu rodziny, małżeństwie, narodzinach potomstwa. To dlatego jestem teraz rozchwytywana. Wiele kobiet zadaje sobie teraz pytanie, czy ich partnerowi naprawdę na nich zależy. Właściwie to przykre, że czas, który powinna w całości wypełniać miłość, jest przeznaczony na uczuciowe śledztwo. Ale cel uświęca środki. Jeśli chcesz być pewną swego partnera, nie ma lepszego sposobu, by go sprawdzić.

Wynajęcie testerki to nie tylko przywilej bogatych kobiet. Claire opowiada, że wiele jej klientek długie tygodnie oszczędzało, by móc zapłacić za jej usługi, czasem zaciągając przy tym pożyczki. Bo żadne pieniądze nie są zbyt duże, by zapewnić sobie wewnętrzny spokój. – Przyszła do mnie kiedyś osoba bezrobotna, żyjąca z zasiłków, której mimo to udało się odłożyć 500 funtów – wspomina panna Middleton. – I to były rzeczywiście dobrze zainwestowane pieniądze – okazało się, że mąż od dawna ją zdradzał.

Gdy wyrusza na dochodzenie Claire ma przy sobie ukryty mikrofon i maleńką kamerę w bransoletce. W skład codziennego wyposażenia wchodzą jeszcze czarne okulary i długopis. Żona, dziewczyna bądź partnerka „celu” będzie mogła później zapoznać się ze szczegółami śledztwa. – Zanim udam się na łowy, dostaję zestaw danych na temat mężczyzny, którego mam uwieść. Znam jego zainteresowania, sposób spędzania wolnego czasu, zawód, stan cywilny, ulubione napoje, książki, a także tematy, na które lubi rozmawiać. Ponadto zleceniodawczyni zawsze wyjaśnia, skąd biorą się jej podejrzenia oraz dlaczego wybrała właśnie mnie.

Moje pułapki najchętniej zastawiam w barach i klubach. Nigdy nie ubieram się wyzywająco – wybieram ubrania, które nie rzucają się w oczy. Za to nigdy nie rezygnuję z uśmiechu. To zadziwiające, jak działam wtedy na mężczyzn: uśmiech i kontakt wzrokowy są najpotężniejszym narzędziem flirtu. Zwykle siadam przy barze sprawiając wrażenie lekko zagubionej. To doskonały punkt wyjścia do rozpoczęcia rozmowy. Albo niby przez nieuwagę rozlewam napój.

Posłuchajcie co wymyśliłam ostatnio: usiadłam koło mojego „celu”, wyciągnęłam walentynkową kartkę i zaczęłam płakać. Oznajmiłam, że mój chłopak właśnie ze mną zerwał i do tego zrobił to w okrutny sposób: w kartce na Dzień Zakochanych. Mój fortel powiódł się w stu procentach.

Claire zawsze oczekuje, że to mężczyzna zrobi pierwszy krok. Z zasady też nie zbliża się do „celu”, jeśli ten jest w stanie upojenia alkoholem, bo uważa, że to byłoby nie fair. – Pozwalam postawić sobie drinka, zgadzam się usiąść przy jego stoliku albo zatańczyć z nim. Nie obruszam się, jeśli chce dostać numer mojej komórki bądź próbuje mnie pocałować. Jeżeli dostanie numer, będzie to jednak telefon służbowy z mojej agencji. Zwykle w takiej sytuacji „cel” zaczyna do mnie pisać SMS-y – każdy z nich przeczyta jego stała partnerka. Wiadomości mogą zachęcać mnie do flirtu – niektóre bywają bardzo wulgarne. Wydaje się, że mężczyznom dużo łatwiej świntuszyć w SMS-ach i mailach niż w bezpośrednich kontaktach. Dla mnie taki materiał oznacza zamknięcie sprawy: oznacza, że „cel” jest skory do zdrady.

W innych przypadkach Claire całuje się z mężczyznami i wszystko uwiecznia dla stałych partnerek ukrytą kamerą. – Z zasady nie posuwam się dalej. Ale wiem, że niektóre testerki są skłonne nawet pójść do łóżka z „celem”. Dla moich klientek samo całowanie się wystarczy, by potwierdzić niewierność partnera.

Chociaż Claire podobno lubi swoją pracę, przyznaje, że jest nią zmęczona i w najbliższym czasie chce dać sobie trochę wolnego. – Tak jak większość dziewczyn nadal wierzę w miłość – zaznacza. – Lubię moją pracę – tę wykonywaną w ciągu dnia i wieczorową – ale pewnego dnia sama chciałabym się ustatkować. A praca w charakterze testerki raczej nie zwiększa moich szans na znalezienie męża dla siebie. Dla moich „celów” kontakty ze mną są obietnicą romansu, lecz w moim przypadku to tylko płatne zajęcie.

Zatem Panowie uważajcie na siebie. 

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/ciekawostki/testerka-mezczyzn,1,4194382,wiadomosc.html